czyli Shadowisko 2012

Wszyscy polecali wyjazd na Shadowisko. Trochę z niedowierzaniem, że jest tak fajnie, rzutem na taśmę, zapisaliśmy się i załapaliśmy na ostatnie wolne miejsca. Impreza zorganizowana jest w Łężycach przez Dolnośląskich Ranchersów. 

Przed nami około 250 km trasy. Spotykamy się z kilkuosobową ekipą na tyskim Orlenie. Na czele kolumny staje nasza Heniosława, a Mariusz z pomocą nawigacji prowadzi nas malowniczą trasą biegnącą przez Otmuchów z przystankiem na posiłek, Kłodzko, aż do miejsca docelowego. Ze względu na bożociałowe procesje, kilkakrotnie zmuszeni jesteśmy nieznacznie zmienić trasę przejazdu.

Na miejscu dostajemy nasze blachy zlotowe oraz identyfikatory z imionami/ksywkami forumowymi. Pokój otrzymujemy trzyosobowy na poddaszu i dzielimy go razem z Adamoosem.

Wieczorem zasiadamy na wspólnym ognisku. Ja jestem pod wrażeniem parkingu. Takiej ilości motocykli praktycznie jednej marki i rodzaju to jeszcze nie widziałam. Z wypiekami na twarzy przechadzamy się wśród maszyn, oglądamy malowania, zdobienia, wykończenia i inne gadżety. Wieczór kończymy koncertem The Headhunters i Centrali 57.

Piątkowy ranek i południe to początkowo spacer do Dusznik Zdroju. Niestety nie wiedzieliśmy (ponieważ nie wszystkich jeszcze poznaliśmy), że Daga z Witenem brali ślub. I ominęła nas parada ślubna 🙁 Po południu, aby zdążyć na mecz otwarcia Euro 2012 czyli Polska-Grecja wybraliśmy się do pobliskiego Złotego Stoku i tamtejszej Kopalni. Szybkie zwiedzanie i szybki powrót do Ośrodka. Wspomnę jeszcze o dodatkowej atrakcji zlotu – mianowicie na parkingu przed budynkiem przyjechała przyczepa Sorcier Garage z czarodziejem aerografu.

W sobotę wyruszamy malowniczą trasą do Biker’s Choice w Kletnie. Następnie jedziemy na Twierdzę Srebrna Góra, gdzie akurat kończy się rekonstrukcja bitwy. Pierwszy raz widzę, jak się wytwarza ręcznie bańki szklane czyli tradycyjne bombki. Oczywiście pełno straganów kusi drobiazgami, jednak my wybraliśmy podziwianie panoramy i widoków.

Ostatni wieczór kończymy jako jedni z ostatnich biesiadników. Rankiem musieliśmy troszkę poczekać na dobre samopoczucie… W drogę powrotną wyruszamy po południu. Niestety cała droga w ulewnym deszczu była dosyć niebezpieczna i męcząca. Szczęśliwie, aczkolwiek na wskroś przemoczeni dotarliśmy do domu wieczorem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *