– miejsce, w którym czas zatrzymał się na dwóch kołach
Są takie miejsca, do których wchodzisz z ciekawości, a wychodzisz z głową pełną emocji. Folwark Cyziówka i znajdująca się tutaj Wystawa Starych Motocykli jest właśnie takim miejscem.
Przyjechałam zobaczyć stare motocykle. Zobaczyłam znacznie więcej – historię motoryzacji, kawałek polskiej historii, niezwykłe rozwiązania konstrukcyjne, motocykle, które pamiętają zupełnie inne czasy, a przede wszystkim ogromną pasję człowieka – Pana Jana Cyzio, z którym miałam okazję porozmawiać. To właśnie on postanowił tę historię ocalić. I chyba właśnie to zrobiło na mnie największe wrażenie.
Bo tutaj nie ogląda się po prostu starych maszyn. Tutaj można poczuć, że każda z nich ma swoją historię.

Tu zatrzymał się czas… i miał dwa koła. Niezwykła podróż przez historię motocykla.
Wystawa w Cyziówce robi wrażenie już samą skalą.
Znajduje się tutaj ponad 100 odrestaurowanych motocykli. Wśród nich znajdziemy między innymi te bardziej znane jak BMW, Zündappy, Harley-Davidsony, Junaki czy Sokoły. Wystawa pokazuje również mniej znane marki i konstrukcje, które w normalnych warunkach bardzo trudno byłoby zobaczyć na żywo. Są między innymi Gnome-Rhone, Ner-a-Car, Dresch, D-Rad R04, OEC, ABC, Condor, Tornedo, Wul-Gum, Podkowa, MOJ czy SHL. Niektóre z tych nazw dla przeciętnego motocyklisty niewiele dzisiaj znaczą. A szkoda. Bo za każdą z nich kryje się fragment historii europejskiej i polskiej motoryzacji.
Co ważne, motocykle zostały odrestaurowane z dużą dbałością o zachowanie oryginalnych części i charakteru poszczególnych maszyn. I właśnie dlatego trudno przejść obok nich obojętnie. Jedne zachwycają chromem. Inne prostotą konstrukcji. Jeszcze inne ogromnym silnikiem albo rozwiązaniami technicznymi, które dzisiaj wydają się wręcz niewiarygodne. A kiedy uświadomimy sobie, że część z tych motocykli ma już blisko sto lat, zaczynamy patrzeć na nie zupełnie inaczej.
Cyziówka też nie próbuje zrobić z tych motocykli niedostępnych eksponatów za szybą. Ideą wystawy jest między innymi możliwość powrotu do przeszłości i poznawania motocykli nie tylko wzrokiem. Przy wybranym motocyklu można podejść bliżej, obejrzeć go z każdej strony i zrobić zdjęcie. A motocykl K-750 jest jedynym wyznaczonym motocyklem na którym można usiąść. Dostępne są również modele edukacyjne pokazujące zasadę działania silników. I to jest świetny pomysł. Bo motocykle najlepiej poznaje się wtedy, kiedy można zobaczyć ich mechanikę, rozwiązania konstrukcyjne i detale.

C.F.C. – 1901 rok. Kiedy motocykl dopiero raczkował
Zacznijmy od motocykla, który zrobił na mnie ogromne wrażenie już samym wiekiem. C.F.C. z 1901 roku. Ponad 120 lat historii zamkniętej w jednej, niezwykle prostej konstrukcji.
C.F.C., czyli Compagnie Française des Cycles, była francuską firmą produkującą między innymi motocykle. I trudno patrzeć na tę maszynę przez pryzmat tego, czym jest współczesny motocykl. Nie znajdziemy tutaj potężnego silnika, skomplikowanego zawieszenia ani hamulców, do których przyzwyczailiśmy się dzisiaj. Jest za to mały silnik o mocy około 1,75 KM, napęd przekazywany na tylne koło za pomocą pasa i niezwykle prosta konstrukcja.
I właśnie ta prostota jest fascynująca. Dzisiaj 1,75 KM brzmi wręcz niewiarygodnie. Ale w 1901 roku nie chodziło o osiągi. Chodziło o odpowiedź na pytanie: Czy można sprawić, żeby człowiek nie musiał pedałować? I właśnie takie konstrukcje były początkiem drogi, która doprowadziła nas do współczesnych motocykli. Patrząc na C.F.C., trudno nie pomyśleć, jak wielkiej odwagi wymagało wtedy wsiąść na coś takiego i po prostu ruszyć.

Douglas – motocykl z czasów, gdy wszystko dopiero się zaczynało
Kolejnym z niezwykłych eksponatów jest Douglas 2¾ HP z 1914 roku.
To już nie jest po prostu „stary motocykl”. To kawałek początków motoryzacji. Douglas był brytyjską marką z Bristolu, która zasłynęła między innymi z konstrukcji z dwucylindrowym silnikiem typu bokser.
Trudno patrzeć na taką maszynę przez pryzmat współczesnego motocykla. Nie ma tutaj elektroniki, systemów bezpieczeństwa, rozbudowanego zawieszenia czy dzisiejszej ergonomii. Jest za to mechanika. Metal. Silnik. Rama. Koła. I człowiek, który ponad sto lat temu wsiadał na coś takiego i ruszał w drogę.
Dla mnie właśnie takie motocykle są jednym z największych skarbów tej wystawy. Pokazują, jak ogromną drogę przeszła technika – od prostych konstrukcji pionierów do współczesnych maszyn, takich jak nasze BMW R 1300 GSA.

Sokół 1000 – polska legenda
Jeżeli interesujecie się historią polskich motocykli, to w Cyziówce zdecydowanie warto zatrzymać się dłużej przy Sokole 1000 z 1936 roku.
To jeden z najbardziej legendarnych przedwojennych polskich motocykli.
Sokół 1000, znany również jako CWS M111, był produkowany w Polsce w latach 1933–1939. Napędzał go dwucylindrowy silnik widlasty o pojemności około 995 cm³ i mocy około 18 KM. Produkcja zakończyła się wraz z wybuchem II wojny światowej. Co ciekawe, często można spotkać się z określeniem, że Sokół 1000 był pierwszym polskim motocyklem. To jednak mit – przed nim powstawały już inne polskie konstrukcje.
Nie zmienia to faktu, że Sokół 1000 jest jednym z najważniejszych motocykli w historii polskiej motoryzacji.
I kiedy ogląda się go dzisiaj, trudno nie poczuć dumy. To nie była kopia przypadkowej zagranicznej konstrukcji. To był poważny, duży motocykl zaprojektowany z myślą zarówno o użytkownikach cywilnych, jak i wojsku.

Zündapp KS 750 – motocykl, który powstał do zadań specjalnych
Jednym z najbardziej charakterystycznych motocykli wystawy jest Zündapp KS 750 z wózkiem bocznym z 1943 roku.
KS 750 został opracowany jako wojskowy motocykl terenowy. Produkcja seryjna rozpoczęła się w 1941 roku, a motocykl został zaprojektowany tak, aby radzić sobie w trudnym terenie. Największe wrażenie robi rozwiązanie napędu. Napęd przekazywany był zarówno na tylne koło motocykla, jak i na koło wózka bocznego. Dzięki temu ciężki zaprzęg miał znacznie lepszą trakcję w terenie. Motocykl wyposażono również w 751 cm³ silnik typu bokser oraz skrzynię biegów z przełożeniami terenowymi i biegiem wstecznym.
Wyobraźcie sobie teraz taki motocykl na drodze. A właściwie… poza drogą. Błoto, piach, śnieg, nierówności i trzy osoby na pokładzie. To był pojazd stworzony nie do niedzielnej przejażdżki, ale do ciężkiej pracy.

Junak – polski motocykl, który zna chyba każdy
A później przychodzi moment, kiedy historia robi się bardziej znajoma. Junak. Dla wielu Polaków to nie jest po prostu stary motocykl. To wspomnienie.
Produkcję M10 rozpoczęto pod koniec 1959 roku, a model był rozwinięciem wcześniejszego Junaka M07. Junak otrzymał czterosuwowy, jednocylindrowy silnik S-03 o pojemności 349 cm³. Była to jednostka górnozaworowa OHV, z czterobiegową skrzynią i napędem tylnego koła za pomocą łańcucha. W zależności od sposobu podawania danych moc określano na około 17–19 KM, a prędkość maksymalna sięgała około 85 km/h. Łącznie w latach 1956–1965 powstało ponad 91 tysięcy motocykli Junak, co jak na polskie warunki było znaczącą liczbą.
I właśnie dlatego dzisiaj Junak jest czymś więcej niż zabytkiem. Jest symbolem pewnej epoki. Epoki, w której motocykl był dla wielu osób synonimem wolności, niezależności i możliwości ruszenia gdzieś dalej.

BMW – tutaj moje motocyklowe serce bije trochę mocniej
Nie będę udawać, że wszystkie motocykle oglądałam z dokładnie takim samym zainteresowaniem. BMW zawsze przyciągnie moją uwagę. A w Cyziówce jest na co popatrzeć.
R42 była następczynią pierwszego motocykla BMW – R32. Miała dwucylindrowy silnik typu bokser o pojemności 494 cm³, rozwijający około 12 KM. Napęd tylnego koła, podobnie jak w innych ówczesnych BMW, realizowano za pomocą wału. Maksymalna prędkość wynosiła około 95 km/h. Dzisiaj może to nie robić wielkiego wrażenia. Ale pamiętajmy – mówimy o motocyklu z lat 20-tych XX wieku.
I właśnie tutaj zaczyna się dla mnie najciekawsza część. Kiedy patrzę na R42, widzę rozwiązania, które ponad 90 lat później nadal są obecne w motocyklach BMW. Bokser. Wał napędowy. Charakterystyczna konstrukcja. A przecież dzisiaj sama jeżdżę BMW R 1300 GSA. I nagle okazuje się, że między moim motocyklem a maszyną z 1927 roku istnieje naprawdę długa, ale bardzo wyraźna nić historii… To jest właśnie piękne w starych motocyklach. Nie są tylko zabytkami. Pokazują, skąd wzięły się rozwiązania, z których korzystamy dzisiaj.

Rokon 2WD – motocykl, który postanowił nie uznawać granic
A potem trafiamy na coś, co wygląda trochę tak, jakby ktoś połączył motocykl z małym traktorem. Rokon Trail-Breaker 2WD z 1969 roku.
I nie dajcie się zwieść jego nietypowemu wyglądowi. To jeden z najbardziej niezwykłych motocykli na tej wystawie. Dlaczego? Bo ma napęd na oba koła.
Rokon powstał jako maszyna przeznaczona do poruszania się w naprawdę trudnym terenie. Klasyczny Trail-Breaker był produkowany w Keene w stanie New Hampshire pod koniec lat 60. Ale najlepsze są jego koła. Są puste w środku. Można było wykorzystać je do przechowywania paliwa lub wody, a puste zapewniały również dodatkową wyporność. W zachowanych egzemplarzach spotyka się koła, które mogły pomieścić około 4,5 galona płynu każde. Do tego dochodzi napęd obu kół.
Czyli mamy motocykl, który nie pyta: „Czy tutaj jest droga?” On pyta: „Czy naprawdę muszę mieć drogę?”

Boss Hoss 5.7 V8 – 1999. Bo komu potrzebny jest rozsądek?
I wreszcie dochodzimy do motocykla, który jest absolutnym przeciwieństwem C.F.C. z 1901 roku. Boss Hoss 5.7 V8 z 1999 roku. C.F.C. miało zaledwie 1,75 KM. Boss Hoss – 355 KM. To oznacza, że amerykański V8 ma ponad 200 razy większą moc niż francuski motocykl sprzed ponad wieku.
I tym jednym porównaniem można właściwie podsumować ponad sto lat rozwoju motocykli. 😄
Boss Hoss powstał w Stanach Zjednoczonych z pomysłu Monte Warne’a, który postanowił połączyć motocykl z samochodowym silnikiem V8. Pierwsze konstrukcje powstały na początku lat 90. I nagle zamiast małego jednocylindrowego silnika mamy ogromne amerykańskie V8. W przypadku wersji 5.7-litrowej mówimy o silniku Chevrolet V8. To już nie jest po prostu motocykl. To jest manifest. Bo kiedy ktoś powiedział: „Motocykl powinien mieć silnik samochodowy.”, ktoś inny odpowiedział: „Dlaczego nie V8?” I zbudował go.
Patrząc na Boss Hossa, trudno się nie uśmiechnąć.

Cyziówka – zdecydowanie warto tu zajrzeć
Po tej wizycie wiem jedno. Jeżeli jesteście motocyklistami, koniecznie wpiszcie Cyziówkę na swoją mapę. Jeżeli nie jesteście motocyklistami – też przyjedźcie.
Bo ta wystawa nie jest tylko dla osób, które potrafią rozpoznać model motocykla po numerze ramy. To miejsce dla każdego, kto lubi historię, technikę, design i przedmioty, które mają duszę. A tych motocykli jest tutaj naprawdę sporo. I właśnie dlatego moja wizyta skończyła się trochę inaczej, niż planowałam.
Pojechałam zobaczyć stare motocykle. Wróciłam zachwycona historią, którą opowiadają.
I chyba właśnie za to najbardziej lubię takie miejsca. Bo czasami najlepsze podróże nie prowadzą setki kilometrów dalej.
Czasami wystarczy wejść do starej hali, spojrzeć na motocykl sprzed stu lat i przez chwilę pomyśleć: „Ciekawe, ile dróg już przejechałeś?”
📍 Wystawa Starych Motocykli – Folwark Cyziówka
Cyziówka
Kamionka 286
39-122 Kamionka
Oficjalna strona Wystawy Starych Motocykli

