czyli Sandomierz w listopadzie

Szybki spontan. W sobotę po porannym załatwieniu kilku spraw (dziękuję Ci Mariusz), a w związku ze słoneczną pogodą, w południe rzucam pomysł na wyjazd. Kierunek: Sandomierz, Kazimierz Dolny lub Pacanów. Na stacji benzynowej za Krakowem wybór pada na to pierwsze ze względu na ofertę noclegową. Rezerwuję telefonicznie wyszukane na bookingu Pokoje gościnne na szlaku jabłkowym i o godzinie 17.00 jesteśmy u celu.

Miła właścicielka sugeruje, aby pozostawić motocykl pod samym wejściem do budynku, gdzie jest kamera, a co za tym idzie, jest bezpieczniej. Wieczór spędzamy na spacerze i kolacji w Casa De Locos. Jak później się okazało, restauracja na rynku jest po Kuchennych Rewolucjach Magdy Gessler, ale oprócz ciekawego wystroju, smak i wybór potraw nie powala, a jakość obsługi pozostawia dużo do życzenia.

Niedziela to poranne wyjście Mariusza na wschód słońca nad Wisłę. Po jego fotografiach, aż żałuję, że nie chciało mi się wstać tak wcześnie. Po szybkim śniadaniu wyruszamy zwiedzić miasteczko za dnia. Wchodzimy na Bramę Opatowską, by zobaczyć panoramę Sandomierza oraz zapoznać się z wystawami wewnątrz obiektu. Na zwiedzenie Podziemnej Trasy Turystycznej brakuje nam czasu, gdyż jedziemy do Ujazdu i Zamku Krzyżtopór. Budowla zaciekawiła nas swoją konstrukcją i legendą o zastosowaniu w pałacu symboliki liczb nawiązującej do kalendarza: okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a cztery narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów. Czas szybko mija, z godziny na godzinę zaczyna być coraz zimniej, a słońce zachodzi przed 17.00. Tak więc kończymy listopadowy weekend motocyklowy, możliwe, że ostatni tego sezonu.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *