oczami motocyklisty

Dla motocyklisty zwiedzanie to nie tylko możliwość „oglądnięcia” danej atrakcji. Niejednokrotnie to trasa jaką musi pokonać, aby dotrzeć w dane miejsce i czerpanie radości z jazdy sprawiają więcej frajdy niż dotarcie do celu. A przysłowiowy „wiatr we włosach” oraz poczucie wolności i przestrzeni pozwala przeżywać podróż ze zdwojoną siłą.

Motocykl jest mało popularnym środkiem transportu na wyspie. Natomiast w miastach aż roi się od skuterów, nie wspominając o samochodach. Jednak to dwukołowce są uprzywilejowaną grupą pojazdów na Maderze. To specjalnie dla nich przygotowane są dedykowane bezpłatne miejsca parkingowe (nawet tam gdzie za postój samochodu się płaci), a jeśli nie ma miejsca to parkuje się sprzęt na chodniku i nikt nie ma o to pretensji. Dodatkowo kierowcy bardzo zwracają uwagę na wszelkiego rodzaju „moto” podczas jazdy i ustępują miejsca aby np. stojąc w korku, nawet do świateł, mógł on bezpiecznie przejechać (u nas w Polsce często jest przekonanie: jak ja stoję, to niech inni też stoją). Jednak skuter jest na tyle słaby, że niemożliwym jest zwiedzić nim wyspę – kręta droga, duża różnica poziomów i nachylenie jezdni pod kątem niekiedy 40 stopni powoduje, że skuter nie wjedzie pod górkę z dwoma pasażerami…

Nawet przed hotelem były specjalne miejsca dla dwóch kółek. Białe pasy oznaczają bezpłatny parking, niebieskie płatny, żółty zakaz parkowania
Funchal i okolice

Stolica rządzi się swoimi prawami. W centrum ruch jest duży, trzeba też się przyzwyczaić do manewrowania pomiędzy samochodami (np. ni stąd, ni zowąd auto przed nimi się zatrzymuje na środku drogi, bo kierowca zobaczył znajomego na chodniku z którym postanowił uciąć sobie pogawędkę). Nikt na nikogo nie trąbi… z wyjątkiem rond. Na nich obowiązuje reguła, że prawy pas jest zarezerwowany wyłącznie do skrętu w prawo. Jeśli z prawego pasa na rondzie pojedziemy prosto, mamy pewne, że ktoś klaksonem nam to zakomunikuje (obowiązuje to na całej wyspie). Dodatkowo we wszystkich miejscach które odwiedziliśmy, nikt się nie śpieszył, miałam wrażenie, że obowiązuje tak jak w Hiszpanii: „mañana”…

Osobiście mnie zauroczyły wiadukty prowadzące do stolicy, wyglądające zjawiskowo na tle wzgórza Monte. Polecam wybrać się drogą ER103 – kręte i wąskie ulice, kaskadowo wybudowane domy, co prawda powodują duże skupienie podczas jazdy, jednak widok na port i część Funchal, gdy zatrzymamy się na poboczu rekompensują ten wysiłek.

Wiadukt VR1 czyli autostrada przecinająca Funchal
Lokalne uliczki
ER 103 w okolicach Monte
Widok z jednej z lokalnych dróg na wzgórzu Monte podczas pokazu noworocznych fajerwerków
POŁUDNIOWO ZACHODNIA CZĘŚĆ WYSPY

Biegnie tam kilka dróg: przykładowo z Funchal VR1, od Ribeira Brava jest autostrada VE3 z tunelami, jednak na wysokości Ponta do Sol można z niej zjechać na biegnącą wzdłuż wybrzeża ER 101, a następnie na ER 223, aby na wysokości Fajã da Ovelha wjechać z powrotem na ER 101. Przejeżdżaliśmy przez wydawałoby się puste, jednakże malownicze mieścinki, do których raczej nie docierają turyści.

Trasa malownicza – jeśli mamy czas i chcemy nacieszyć oczy widokami wybrzeża to warto nią przejechać.

VR1 też oferowała widoki
Po zjechaniu z autostrady przystanek na zdjęcia
Wrażenie jakby droga kończyła się w oceanie
Może tak przygazówka?
Zachodnia część trasy ER101 z Fajã da Ovelha do Porto Moniz

Kierując się drogą ER 101 z Fajã da Ovelha na północ, w okolicach Ponta do Pargo (gdzie jest Farol czyli latarnia morska, która nie powala, powalają za to przepiękne widoki na zachodnie wybrzeże), zaskoczą nas leżące na drodze kamienie. Kawałki skał odrywają się ze skarpy i lądują bezpośrednio na jezdni (przy odrobinie „szczęścia” dostaniemy czymś takim w głowę). Niebezpieczny odcinek nie tylko dla motocykli, jadąc autem z wypożyczalni też bym nie chciała uszkodzić samochodu spadającym kamieniem. Warto jednak zaryzykować, aby dalej zaliczyć kolejkę liniową w Achadas da Cruz i docelowo dojechać do Porto Moniz. Od południowej strony do tego miasteczka dojeżdża się z góry winkielkami, które przecież motocykliści tak kochają 🙂

Oderwane kawałki skał na drodze
Zachodnie wybrzeże – widok ze stacji dolnej kolejki w Achadas da Cruz
Winkielki przed Porto Moniz 🙂
Widok z trasy ER101 na Porto Moniz
Północna część trasy ER101 z Porto Moniz do São Jorge

Odcinkiem pomiędzy Porto Moniz a São Vicente niestety się zawiodłam. Na całym tym odcinku w miejscu starej drogi ER 101 biegnie autostrada VE2. Przebiega ona głównie tunelami i nie można nacieszyć oczu widokami północnego wybrzeża. Pozostały co prawda odcinki starej drogi Antigo Traçado da ER101 biegnące zazwyczaj wokół góry którą przecina tunel, jednak są one jednokierunkowe (w stronę od São Vicente do Porto Moniz) i zamknięte (wisi łańcuch z zakazem ruchu, a z drugiej strony jest zakaz wjazdu).

Jednak sytuacja diametralnie zmienia się od Ponta Delgada. Droga ER101 wygląda jakby nikt nią od dawna nie przejeżdżał. Przed nami pojawia się mały wodospad: prosto ze skarpy woda spada na jezdnię. Naczytałam się o tym zjawisku, występującym szczególnie na zamkniętej części wspomnianej już drogi, jednak jadąc motocyklem i zostając ochlapanym spadającą kaskadą wody jest niesamowitym przeżyciem. Dalej droga jest wąska, kręta, przebiega górami, niekiedy po błocie (prawie jak off road) w związku z prowadzonymi tam remontami. Dwadzieścia kilometrów z Ponta Delgada do São Jorge pokonujemy w niecałą godzinę! Szukając drugiej latarni morskiej (tak jak pierwsza, ta również wrażenia na nas nie zrobiła) błądzimy w São Jorge i zjeżdżamy w uliczkę biegnącą do wybrzeża, ale pod takim nachyleniem, że mam wrażenie, że motocykl przeważy, a ja przelecę przodem przez niego.

Trasę tą nazwałabym najbardziej ekstremalną, po jakiej udało nam się przejechać na wyspie.

Wyjazd z Porto Moniz i pierwszy tunel. Po lewej widać starą część trasy ER 101
Przed nami São Vicente i koniec tuneli
ER 101 po wyjeździe z Ponta Delgada. Woda spada na jezdnię, która i tak jest w kiepskim stanie
Widok z ER 101 na Ponta Delaga
Odcinek w górach pomiędzy Ponta Delgada a Arco de São Jorge
Zdjęcie nie oddaje nachylenia tej drogi…
Trochę brudny po tej wyprawie…
DROGA ER 107 do Eira do Serrado

Bardzo widokowa trasa biegnąca do punktu widokowego na Dolinę Zakonnic tj.Curral das Freiras. Przed samym Eira do Serada jest tak wąska, że jest problem aby wyminęły się dwa samochody. W drodze powrotnej jechał przed nami autokar i zajmował całą jezdnię (niestety nie było miejsca aby go wyprzedzić nawet motocyklem…).

Widoki w drodze na Eira do Serrado. Podziwiam tych którzy mieszkają w domkach na wzgórzu.
I tak wlekliśmy się kilka kilometrów za autobusem…
Droga ER 103 z Faial do Pico do Arieiro

To ta droga, która biegnie z Funchal przez Monte kończąc swój bieg właśnie w Faial. My jednak wyruszamy z Faial, aby docelowo dojechać na jeden z najwyższych szczytów Madery tj. Pico do Arieiro na wysokość ponad 1800 mnpm. W połowie trasy ER 103 jest skrzyżowanie z drogą ER 202 oraz drogą „bez nazwy” prowadzącą na szczyt. Od tego miejsca do przejechania pozostaje ponad 6 km. Wjeżdżamy w chmury, robi się zimno i wilgotno. Widoczność jest ograniczona jak we mgle. Zatrzymujemy się bezpiecznie na poboczu i ubieramy polar pod kurtki motocyklowe (całe szczęście, że mieliśmy je w plecaku). Zziębnięci jedziemy dalej, gdy nagle… wyjeżdżamy ponad poziom chmur, a naszym oczom ukazuje się słońce!

Na szczycie nie ma za dużo turystów, może dlatego że to już 17.00 czasu lokalnego. Warto było zaryzykować i mimo niepewnej pogody w niższych partiach gór przyjechać na szczyt i cieszyć oko widokami. Dodam jeszcze, że chyba nieczęsto motocykliści docierają na szczyt, bo ludzie jakoś dziwnie się nam przyglądali… 🙂

Początek ER 103 przy Faial
Jeszcze poniżej poziomu chmur – gdzieś na ER 103
Droga przez chmury
I naszym oczom ukazał się błękit nieba
Parking w chmurach czyli szczyt Pico do Arieiro
Widok na trasę ze szczytu. Chmury zaczęły opadać coraz niżej, a widok z minuty na minutę był bardziej zniewalający.

 

Trzy dni z motocyklem to absolutne minimum aby objechać wyspę. Jest niestety kilka miejsc do których nie dotarliśmy – m.in. płaskowyż Paul da Serra, ale już nam nie starczyło czasu. Jazda nocą po górzystych drogach wydawała nam się zbyt niebezpieczna i przed zachodem słońca meldowaliśmy się w hotelu. A wypożyczony później skuter służył raczej do przemieszczania się po Funchal i okolicach – jazda autostradą VR1 na lotnisko w Santa Cruz czy wyjazd na Monte w Sylwestra.

Zapraszam do zapoznania się z pozostałymi wpisami na temat Madery. Świąteczna Madera czyli motocyklem w grudniu po wyspie opisuje cały nasz pobyt na Wyspie Wiecznej Wiosny, a Maderskie smaki czyli co warto spróbować to subiektywny opis tego co mi smakowało, a co nie 🙂

A poniżej znajduje się filmik prezentujący uroki Madery z motocykla 🙂

 

Polecane

3 komentarze

  1. Pingback: Your Madeira Story - Madeira Island on a motorcycle | Say Yes to Madeira

  2. Pingback: Madera oczami innych: Motocyklem przez Maderę | Say Yes to Madeira

  3. „I tak wlekliśmy się kilka kilometrów za autobusem… ” W tym autobusie pewnie siedzieliśmy my 🙂 Ze środka autobusu wcale nie mieliśmy odczucia, żeby on się wlókł, wrecz przeciwnie… Grzał po szalonych zakrętach nad przepaścią, jakby nigdy nic… a turyści zgrzytali zębami 🙂

    Raz jeszcze dziękuję za wywiad na naszej stronie, jest pełen cennych informacji i dopinguję w dalszych podróżach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *