Dzień 5 – trasa z Merzouga do Tinghir

 

Raniutko budzimy się przed świtem aby zobaczyć wschód słońca. Niestety rozpoczyna się burza pustynna (piaskowa) i mało co widać.

W oczekiwaniu na wschód słońca na pustyni

Po śniadaniu wracamy transportem do Merzougi i ruszamy dalej na motocyklach. Oczywiście nie mogło dzisiaj zabraknąć zabawy w piasku więc dawaj w pustynię motocyklami. Pierwsza mała wydma i pierwsza nasza z Mskim gleba. Zrobiłam piękny fikołek i leżę na ziemi i dostaję ataku śmiechu. Tak to można spadać do miękkiego 😉 Chłopcy mieli dużo zabawy, trochę wyciągania sprzętu zakopanego z piasku (w dwójkę ciężko by było), sesje zdjęciowe zrobione i można ruszać dalej.

GSy na Saharze

Jeszcze fota i przejazd przez Bramę Pustyni w Merzouga i ruszamy do Ar-Risani. Tam targowisko z wszystkim, ale od razu znaleźli się „dobrzy wujkowie” oferując swoją pomoc jako przewodnik. Tam się nie da samemu nigdzie pójść…  co nas zaczyna irytować. I tak piękne chusty które tam kosztowały po 15 dirhamów zostały w sferze „może gdzieś indziej kupimy” (potem takie same kosztowały po 150 … i nie dało się wynegocjować niżej). Także jak jest coś do kupienia w miarę taniego i co Wam się podoba – kupujcie, bo potem możecie tak jak my żałować…

Chleb bezpośrednio na pakę 😉

Po wyjeździe z miasta odczuwamy skutki burzy pustynnej – porywisty wiatr, jedziemy na „żagiel” przechyleni, a ja nawet nie potrafię utrzymać telefonu w rękach by nagrać filmik czy zrobić zdjęcia.  Ale przed nami jeszcze Gara Medouar. I tu jestem bardzo dumna z chłopaków bo wjechali na sam szczyt. Wiało tak, że mnie przesuwało i musiałam walczyć aby utrzymać się na nogach, a oni dzielnie dali radę! Tam też było widać ten bezkres i brak cywilizacji…

Gara Medouar

Dalsza droga upłynęła na walce z wiatrem (dokuczaliśmy Jasieksowi bo mówił przed wyjazdem że fajnie by przeżyć burzę pustynną – chciał to ma 😉 Po południu przejaśnia się, krajobraz po raz kolejny się zmienia – roślinność i drzewa – mam wrażenie że to jakaś Tanzania. Śpimy w Hôtel la Vallée des Kasbahs w Tinghir – szału nie ma – ale jest garaż dla motocykli i sprzedają tam w barze piwo! Miasto nocą nie śpi, jest dużo knajpek, w których również siedzą arabskie kobiety – także dosyć „nowocześnie”…

Piwko w hotelu jest rzadkością

Zobacz też filmowe podsumowanie tego dnia.



Podsumowanie dnia:


Trasa – ok 310 km – Merzouga – Tinghir (google maps  )
Nocleg – HOTEL LA VALLEE DES KASBAHS CHEZ ILYAS (booking   )

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.